Dzień ślubu jest jednym z najważniejszych dni w naszym życiu. Zależy nam na tym, by wszystko było dopięte na ostatni guzik i by nie musieć martwić się i stresować detalami.
Część obowiązków organizacyjnych warto zrzucić na świadków – w końcu od czegoś są. Powinniśmy się zrelaksować i skupić tylko na sobie. No tak, a co z fotografem? Przecież chcemy, aby towarzyszył nam od samego początku przygotowań, ale jednocześnie zawstydza nas jego obecność, zwłaszcza gdy obserwuje pannę młodą z nie dopiętą jeszcze suknią, czy zakładającą pończochy. Jeśli chcemy jednak upamiętnić także te chwile, trzeba starać się przełamać wstyd i potraktować fotografa jak kosmetyczkę i fryzjerkę, a jeszcze najlepiej, to w ogóle traktować fotografa jak powietrze. Zachowywać się naturalnie, swobodnie, jak zawsze. Z myślą o całym zamieszaniu w dzień ślubu warto się na nie psychicznie przygotowywać już parę dni wcześniej. Odpowiednio się nastawić na nerwową atmosferę i stres rodziców, którzy czasami jeszcze bardziej podkręcają nerwową atmosferę. Do zdjęć wcale nie trzeba pozować. Dobry fotograf uchwyci najciekawsze momenty i wydobędzie z nich głębię. Podczas sesji plenerowej czujmy się swobodnie w miarę możliwości, co może być nieco trudne. Podczas takiej sesji fotograf najczęściej chce pokazać miłość w gestach, spojrzeniach, mimice twarzy. Starajmy się być naturalni, rozluźnieni. Bardzo ważny jest dialog z fotografem. Mówmy mu o naszych obawach, o granicach, których nie chcemy by przekroczył. Zrozumienie z obu stron dobrze wpłynie na współpracę, której efekty będziemy podziwiać przez lata.